Wiem, że jest wielu przeciwników zabierania dzieci do restauracji typu Mc Donald's. Jest też wielu przeciwników pozwalania dzieciom na jedzenie słodyczy (ale to już na osobny temat).
Jeśli jesteś przeciwnikiem/przeciwniczką - nie czytaj dalej :)
Przez długi czas nie chodziłam z Alą do takich miejsc, głównie dlatego, że Ala była bardzo wybrednym dzieckiem i jedzenie oferowane w takich miejscach nie odpowiadało jej.
Odkąd jednak chodzi do przedszkola, nauczyła się jadać bardziej zróżnicowane posiłki.
Do Mc Donald's chodzimy rzadko, tylko wtedy, gdy z jakiegoś powodu nie mogę ugotować obiadu w domu. Najczęściej wtedy, gdy w przedszkolu jest przedstawienie, jesteśmy w podróży lub jak ostatnio, gdy przez kilka godzin zamknęli nam dostęp do gazu.
Moje dziecko traktuje Mc Donald's, jak zwykłą restaurację. Staramy się nie traktować takiego wypadu, jako nagrodę. Chcemy, żeby Ala traktowała taki obiad, jako coś normalnego. Wtedy nie jest to coś wyjątkowego, wspaniałego i Ala nie nalega na częste wizyty w tym miejscu.
Menu mamy raczej stałe, zestaw Happy Meal: nugetsy, frytki oraz sok pomarańczowy (jabłko zabieramy do domu). Do wyboru są też pomidorki, owocojogurt, tak więc można wybrać lżejsze kalorycznie produkty. Do zestawu dołączają zabawkę. Tak, to jest dopiero pokusa. Na szczęście zabawkę można zakupić bez zestawu, cena około 5 zł.
Nie staram się promować restauracji Mc Donald;s, pragnę tylko powiedzieć, że trzeba mieć zdrowe podejście do takich spraw. Jeśli raz na kilka miesięcy dziecko zje kilka frytek, nie stanie mu się krzywda. Za to jeśli będziemy zabraniać, unikać, to kiedyś, gdy będzie miało swobodny dostęp do takich miejsc, będzie tego nadużywać :) Tak samo jest ze słodyczami. W moim domu słodycze stoją na stole, Ala ich nie rusza bo nie są dla niej atrakcją. Są czymś normalnym.
Nasza ostatnia wyprawa zaowocowała takimi fantami
Mama wybrała torebkę
Tata (nieświadomy) miał laleczkę
Ala naszyjnik
Ale i tak wszystkie zabawki zgarnęła Ala :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz